Akcja #MaluszkiNaBrzuszki

Rodzice bardzo często pytają fizjoterapeutów o leżenie na brzuszku. Kiedy zacząć układać dziecko na brzuszku? Jak długo może leżeć w takiej pozycji? Co zrobić gdy dziecko nie chce leżeć na brzuszku?

Z pracy wzięte

Pamiętam kiedy zaczynałam pracę w szpitalu. Pierwszego dnia starsza koleżanka oprowadziła mnie po oddziale patologii noworodka i niemowlęcia. Akurat nasza praca na takim oddziale (oprócz rehabilitacji oddechowej) polega na konsultowaniu maluszków, u których rozwój ruchowy wymaga obserwacji oraz przekazywaniu rodzicom instruktażu pielęgnacyjnego. Pamiętam jak dziś rozmowę koleżanki z jedną z mam podczas obserwacji jednego z pacjentów.

Fizjoterapeuta: „ Układa Pani dziecko na brzuszku?”

Mama pacjenta: „ Oj nie!” odpowiedziała mama zdecydowanym głosem, jakby miała pewność, że powód dla którego nie układa dziecka jest zrozumiały i oczywisty.

Fizjoterapeuta: „ A dlaczego?”– zapytała moja koleżanka

Mama pacjenta: „Bo ona nie lubi leżeć na brzuchu”

I nagle zarówno mnie jak i mamę pacjenta zaskoczyły słowa koleżanki, która pół żartem pół serio odpowiedziała: „ A skąd Pani wie, że nie lubi? Czy córka powiedziała to Pani?”. Dodam na marginesie, że było to dziecko około 2 miesięczne. Pamiętam ten dzień jak dziś i rozmowę tych dwóch pań, głównie dlatego, że gdy sama zaczęłam przeprowadzać instruktaże i konsultować dzieci, niemalże co drugi rodzic odpowiadał dokładnie tak samo ? Czyli coś w tym jest!

Przez te lata gdy pracuję z niemowlętami zauważyłam, że układanie maluszka na brzuchu spędza sen z powiek wielu rodzicom. Postanowiłam ruszyć z akcją #MaluszkiNaBrzuszki, która ma na celu zwiększanie świadomości rodziców na temat istotnej roli układania w ciągu dnia maluszka na brzuszku, a także wzajemne motywowanie się i wspieranie rodziców, których pociechy nie są chętne do spędzania czasu w tej jakże trudnej pozycji.

Dlatego zachęcam rodziców maluszków do wzięcia udziału w akcji??

?Pomagajmy sobie wzajemnie, motywujmy się, wspierajmy. Zachęć swoją przyjaciółkę, sąsiadkę, siostrę do akcji.

? Wstawiajcie zdjęcia, filmy, posty o tym jak Twoje maleństwo spędza czas na brzuszku (koniecznie z hasztagiem #MaluszkiNaBrzuszki).

? Podziel się swoim doświadczeniem, tym łatwym i tym trudnym na Waszej „brzuszkowej drodze” ❤

Koniecznie śledźcie fanpage. Dowiecie się między innymi:

✅Dlaczego leżenie na brzuszku jest takie ważne?

✅ Dlaczego niektóre dzieci nie chcą leżeć na brzuchu?

✅ Co robić gdy maluszek nie chce leżeć na brzuszku?

Link do akcji jest➡➡➡ tutaj

Jakie zabawki kontrastowe warto wybrać dla maluszka

O stymulacji wzorku u niemowląt mogliście przeczytać tutaj, a teraz czas na prezentację polecanych przeze mnie zabawek kontrastowych.

Najczęściej wykorzystujemy książeczki lub karty kontrastowe. Na rynku dostępne są też maskotki, czy prezentowane przeze mnie kiedyś metkowce. Czas na nowość! ?

Ostatnio miałam okazję zapoznać się z bardzo ciekawymi produktami firmy TULLO. Zacznę od grzechotki. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś podobnego i wydaje mi się, że to jedyny taki produkt na rynku.

Czarno-białe grzechotki

Te, które ja wybrałam pozwalają na łączenie rączek dziecka w linii środkowej ciała, co ma duże znaczenie w rozwoju dziecka. Dzięki czarno-białym kolorom, są bardzo atrakcyjne dla najmłodszych 🙂 Grzechotki posiadają lekką konstrukcję oraz odpowiedni rozmiar dla małej rączki dziecka.

Piłeczki sensoryczne

Oczywiście grzechotki są świetne, ale niekoniecznie dla dzieci, które mają wzmożone napięcie mięśniowe, np. zaciskają dłonie. Wówczas lepszym wyborem będą piłeczki, dzięki którym maluszek będzie miał okazję otwierać rączki.

Firma TULLO produkuje nie tylko kolorowe, ale również piłeczki w kontrastowe? Każda z piłeczek ma inną fakturę, co pozwala na stymulację dotykową. Biała piłeczka z wypustkami świetnie sprawdzi się jako gryzak w okresie ząbkowania.

Piłeczki nadają się również do rzucania, toczenia i ściskania. Niektóre wydają delikatne dźwięki.

Ogniwa do łączenia

Bardzo ciekawa zabawka, która może mieć wiele zastosowań. Poza kontrastowymi kolorami urzekła mnie wielofunkcyjnością. Elementy można łączyć w różny sposób, mogą też służyć jako łączniki do zawieszania zabawek? Każde ogniwo posiada dodatkowo fakturę (prążki, wypustki) lub jest gładkie.

ww.tullo.pl

To co jest bardzo ważne, to fakt, że zabawki wykonane są w Polsce z najwyższej jakość atestowanych surowców i nie zawierają ftalanów, BPA, metali ciężkich???

Czasami mamy dylemat co kupić maluszkowi podczas pierwszych odwiedzin. Myślę, że taka czarno-biała kolekcja sprawdzi się idealnie jako prezent dla noworodka. Firma posiada w swoim asortymencie dużo więcej ciekawych sensorycznych zabawek. Zachęcam do odwiedzenia strony www.tullo.pl.

Czy stymulacja wzroku u noworodka ma sens?

Często spotykam się z pytaniem czy noworodek w ogóle widzi? Myślę, że brak interakcji takiego maluszka z osobą dorosłą , czy reakcji na pokazywaną zabawkę może sprawiać, że zastanawiamy się co dziudziuś w ogóle widzi. Faktem jest, że wzrok noworodka jest najsłabiej rozwiniętym zmysłem, jednak okazuje się, że po narodzeniu widzi on przedmioty z odległości 20-30 cm. Tak ograniczone widzenie ochrania go przed nadmiarem bodźców i umożliwia stopniowe, bezpieczne poznawanie świata. Noworodek lepiej też widzi to co się dzieje z boku, niż w centralnym polu widzenia. Mimo wszystko zmysł ten jest jednym z najintensywniej rozwijających się zmysłów człowieka. Badania pokazują, że nowo narodzone dziecko najlepiej widzi w kontrastowych barwach, np. czerni i bieli. Pozostałe obrazy widzi jak za mgłą. Z kolei inne badania dowodzą, że pomimo ograniczeń jakie charakteryzują wzrok w pierwszych dniach życia, noworodek już kilka dni po porodzie preferuje obserwowanie twarzy matki niż osoby obcej.

Jak stymulować wzrok?

Czasami rodzice moich pacjentów opowiadają mi jak stymulują wzrok swoich maluszków. Okazuje się, że w większości przypadków rodzice podchodzą do tego bardzo zadaniowo. Kiedy proszę by pokazali jak wygląda taka stymulacja w domu, okazuje się, że opiera się ona tylko na pokazywaniu obrazków, czy przedmiotów. Często zdarza się, że rodzice tak mocno skupiają się na zadaniu, że zapominają o dziecku ? Wiem, brzmi absurdalnie. W końcu ćwiczę z dzieckiem, więc jak mogę się na nim nie skupiać.

Należy pamiętać, że wszelkie procesy integracji sensorycznej w tym te powiązane ze zmysłem wzroku powinny odbywać się w relacji z dzieckiem.

Bardzo ważna jest tzw. „otoczka”. Nie chodzi o to by „złapać” dziecko gdzieś w biegu, podczas przewijania, karmienia, czy innej czynności i pokazywać kontrastowe karty. Nie chodzi też o to by się skupić wyłącznie na pokazywaniu, wykluczając kontakt z dzieckiem. To nie ma być kontakt dziecka z kartą kontrastową, ale de facto z nami. Możemy pokazać kontrastowy przedmiot, ale starajmy się być w polu widzenia dziecka, zachęcać go nie tylko ciekawym przedmiotem, ale również naszą twarzą i głosem. Opowiadajmy dziecku co widzi na obrazku. W ten sposób wpływamy nie tylko na wzrok, ale również mowę maluszka. Może to też być dźwięk, np. delikatne stukanie palcami o kartę kontrastową, dźwięk z pokazywanej zabawki czy różnego rodzaju wydawane przez nas odgłosy. Kiedy już zdecydujemy się na tego typu „zabawę” zadbajmy o to, by maluszek był najedzony, ale też aktywny, by pieluszka była sucha, a ubranka nie krępowały ruchów dziecka- tak więc komfort przede wszystkim?

Czy warto stymulować wzrok u noworodka?

Dobrze wiemy, że wzrok (w prawidłowym rozwoju) prędzej czy później rozwinie się sam bez naszej pomocy. Pytanie więc, po co go stymulować?

Stymulacja taka umożliwia rozwój mózgu dzięki jego plastyczności, która w tym okresie jest największa. Wiemy, że nieużywane komórki mózgu zanikają, dlatego tak ważne jest ich stałe używanie i aktywizowanie. Nie zapominajmy jednak o zachowaniu umiaru. Nadmierna stymulacja, zwłaszcza w pierwszych dniach życia może mieć odwrotny skutek.

Według badań wystarczy poświęcić 3 minuty dziennie na pokazywanie kontrastowych przedmiotów by zdolność skupienia uwagi na owym przedmiocie wydłużyła się z 10 do nawet 90 sekund. I tutaj znowu przypomnienie- relacja, nie tylko stymulacja! ?

A co z otoczeniem, w którym przebywa dziecko?

Czasami zdarza się, że rodzice decydują się na umieszczenie na stałe kontrastowego przedmiotu w polu widzenia dziecka. Zwracajmy uwagę na to by przedmiot ten znajdował się raz z prawej raz z lewej strony, a najlepiej w linii środkowej ciała dziecka. Pomoże to zapobiegać asymetrycznemu ustawieniu główki dziecka. Unikajmy umieszczania atrakcyjnych przedmiotów za główką dziecka, tak by nie stymulować odginania się głowy dziecka do tyłu.

Ale po co to wszystko?

Korzyści wynikające z aktywnego spostrzegania to rozwój nie tylko inteligencji oraz uczenia się komunikacji językowej, ale również sprawniejszy rozwój ruchowy dziecka.

Tak więc podsumowując, stymulacja wzroku u noworodka ma sens, ale powinna odbywać się w relacji z dzieckiem. Jeszcze raz powtórzę relacja, nie tylko stymulacja!

W kolejnym artykule przedstawię Wam propozycję sensorycznych zabawek, które pomogą wspierać zmysł wzroku u maluszka. Okazuje się, że nie tylko karty kontrastowe mogą być pomocne. Śledźcie bloga ??

Multisensoryczna kołysko-huśtawka Memola

Kilka dni temu mogliście poczytać o stymulacji układu przedsionkowego od pierwszych chwil życia. Obiecałam podzielić się z Wami czymś więcej, mianowicie przedstawić sprzęt, który spełniałby wszystkie moje oczekiwania. Długo szukałam na rynku sprzętu do stymulacji układu przedsionkowego, który można użyć w warunkach domowych. Sklepy ze sprzętem do SI proponują różnego rodzaju huśtawki, ale kiedy przyjrzałam się bliżej, niestety większość nadaje się tylko do sali integracji sensorycznej.

A co jeśli jestem mamą, która chce stymulować dziecko w domu?

Poszukiwaniom moim nie było końca, aż któregoś dnia trafiłam na ten oto sprzęt

Prezentowana na zdjęciu kołyska, to według mnie „must have” w każdym domu, gdzie mieszka maluch. I mam na myśli maluszka od 0+. Tak dokładnie! Od pierwszych chwil życia. Tak też było w moim przypadku. Decyzja o zakupie (jak i sam zakup) kołyski Memola zapadła długo przed pojawieniem się nowego członka rodziny.

Czym właściwie jest Multisensoryczna kołysko-huśtawka Memola?

Kołyska, a właściwie kołysko-huśtawka została stworzona przez panią Agnieszkę Poliński we współpracy z neurologiem dr n. med. Grażyną Banaszek. Sprzęt wykonany jest z wysokiej jakości materiałów z certyfikatem OEKO-TEX® Standard 100 i jest jedynym takim produktem na rynku. Warto dodać, że kołyska została pozytywnie zaopiniowana przez Polskie Stowarzyszenie Terapeutów Integracji Sensorycznej, co dla mnie jako terapeuty ma szczególne znaczenie.

Jakie są zalety Multisensorycznej kołysko-huśtawki Memola?

Właściwie mogłabym mnożyć zalety tego sprzętu w nieskończoność i nie dlatego, że tak uznałam, ale dlatego, że sama jako matka mam możliwość wykorzystywać ten sprzęt w swoim domu.

Funkcjonalność

To co mnie urzekło, to przede wszystkim funkcjonalność. Pracując jako terapeuta integracji sensorycznej mam kontakt z różnym sprzętem, niestety często bardzo ciężkim. Te huśtawki, na których ja pracowałam do tej pory nie tylko są ogromne i ciężkie, ale często też nie posiadają specjalnej regulacji wysokości, tzn. jak zawiesisz huśtawkę- na takiej wysokości musisz się huśtać. W Memoli nie ma tego problemu. Wysokość mogę regulować w dowolny sposób, tak by w zależności od moich potrzeb, czy potrzeb dziecka huśtawka znajdowała się wyżej lub niżej. Ma to szczególne znaczenie w przypadku maluszków, które jeszcze nie chodzą, a które musimy wyjmować z huśtawki, czasami kilka razy dziennie, co w przypadku zbyt nisko osadzonych huśtawek niesie za sobą nieprzyjemne konsekwencje dla naszego kręgosłupa. Na uwagę zasługuje też sam kształt kołyski, który umożliwia znacznie więcej ruchów, niż np. w przypadku huśtawek prostokątnych.

Nie ogranicza ruchów dziecka

Pisałam o tym w poprzednim artykule (kliknij tutaj). To co jest bardzo ważne, kołyska w przeciwieństwie do znanych bujaczków nie wymusza pozycji ułożeniowych. Oznacza to, że możemy układać dziecko w dowolnej pozycji: na brzuchu, na plecach, w siadzie, a gdy już potrafi stać – w staniu. Jest to ogromnie ważne, ponieważ dziecko nie tylko ma możliwość przenoszenia ciężaru ciała, ale również ma swobodę ruchów, co jest szczególnie ważne dla bobasów poznających swoje ciało. Nie muszę chyba wspominać o ważnym aspekcie zapobiegania asymetrii u niemowląt.

Od noworodka do 12 roku życia

Jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłu pani Agnieszki. Kołyska została tak zaprojektowana by służyć nam na lata. Specjalne osłonki, które (też ukłon w stronę pomysłodawcy) są przeźroczyste dzięki czemu jesteśmy w stanie widzieć dziecko, a dziecko widzi nas i to co się dzieje dookoła.

www.memola.eu

Kiedy bobas podrośnie, kołyska rośnie razem z nim zamieniając się w kosz sensoryczny, wówczas przeźroczyste boki możemy wydłużyć. Daje nam to idealną okazję do ćwiczeń równowagi.

www.memola.eu

W pewnym momencie przychodzi taka chwila, że dziecko jest samodzielne i opanowuje chód. Wówczas możemy zdjąć osłonkę i pozostawić kołyskę bez boków otrzymując huśtawkę. Tutaj maluch może swobodnie siedzieć, czy leżeć na brzuchu lub plecach. Tego typu aktywności będą szczególnie ważne dla dzieci z obniżonym napięciem mięśniowym.

www.memola.eu

Stymulacja układu przedsionkowego

Jest to sprawa oczywista, że kołyska umożliwia stymulację układu przedsionkowego, jednak podkreślenia wymaga fakt, że w Memoli mamy możliwość nie tylko ruchu liniowego, ale również rotacyjnego. Oznacza to, że możemy stymulować aż dwa rodzaje receptorów naszego zmysłu równowagi. Warto dodać, że sprzęt ten jest zaprojektowany w ten sposób, że to dziecko ruchami swojego ciała może wprawiać kołyskę w ruch.

Wielofunkcyjność

Jako zapalony terapeuta integracji sensorycznej decydując się na zakup Multisensorycznej kołysko-huśtawki przyznaję myślałam głównie o wspieraniu rozwoju procesów sensorycznych. Dopiero kiedy zaczęliśmy użytkowanie okazało się, że Memola posiada o wiele szersze zastosowanie niżeli sensoryczna stymulacja. Zawieszona w salonie świetnie sprawdza się jako kołyska, w której układam dziecko na drzemkę. Dodatkowym atutem są dołączone do zestawu moskitiery, które umożliwiają ograniczenie światła, w przypadku maluszków, którym ciężko zasnąć w dzień.

Przejrzałam różne sprzęty i mogę z czystym sumieniem polecić Multisensoryczną kołysko-huśtawkę Memolę nie tylko jako terapeuta, ale jako matka.

A teraz mała niespodzianka. Udało mi się skontaktować z firmą produkującą Memolę i dla czytelników bloga przewidziana jest zniżka 10 % na hasło „fizjosensorycznie” .
Tak więc kto może niech korzysta i cieszy się jak my! ?

Śledźcie bloga, ponieważ będę dzielić się z Wami pomysłami na wykorzystanie Memoli we wspieraniu rozwoju dzieci.

Na koniec filmik prezentujący Memolę?

Bujaczek? Huśtawka? A może kołysanie na rękach? O stymulacji układu przedsionkowego od pierwszych chwil życia

Każdy maluszek zna bardzo dobrze ruchy bujania i kołysania już z okresu kiedy był jeszcze w brzuchu mamy. Nic więc dziwnego, że ten rodzaj bodźcowania jest dla nich szczególnie bliski. Nierzadko zdarza się, że mama słyszy od osób trzecich „nie noś, nie bujaj, nie kołysz, bo przyzwyczaisz”, myślę, że szczególnie słowa „nie noś”. Nic bardziej mylnego! W końcu nasz maluszek od poczęcia był noszony pod sercem matki i kołysanie czy bujanie są mu bardzo bliskie.

Bujanie, huśtanie czyli co?

Za te doznania odpowiada układ przedsionkowy, który znajduje się w uchu wewnętrznym. To ten sam układ, który odpowiada za równowagę oraz koordynację ruchową. Układ przedsionkowy również ma wpływ na napięcie posturalne, dlatego stymulowanie tego zmysłu będzie bardzo korzystne dla dziecka z obniżonym napięciem posturalnym. Zalet stymulacji tego układu jest mnóstwo. Dzięki kołysaniu, czy bujaniu wpieramy rozwój mowy i percepcji słuchowej. Ponadto stymulacja przedsionkowa ma zbawienny wpływ na emocje dziecka, uspokaja, daje poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że wie o tym niejeden rodzic. Najczęściej w momencie silnego pobudzenia i płaczu dziecka rodzice instynktownie zaczynają kołysać dziecko, czy to na własnych rękach, w wózku czy kołysce. Korzyści płynące z kołysania dziecka można mnożyć. Kołysanie nie jest obojętne również dla rozwoju motorycznego, który przebiega sprawniej u dzieci, u których ten układ był stymulowany częściej. Oczywiście ważne by we wszystkim znaleźć umiar. Nadmierne stymulowanie może mieć odwrotny skutek. Ważne by obserwować dziecko i jego potrzeby. Bujanie nie jest i nie powinno być lekiem na całe zło.

Od kiedy zacząć bujanie i w jaki sposób?

Tak naprawdę, już od pierwszych chwil życia możemy kołysać maluszka i tak też robi wielu rodziców. Najczęściej kołyszemy maleństwo na swoich rękach. I nie ma w tym nic złego. Czasami jednak (szczególnie u bardziej wymagających bobasów) po pewnym czasie możemy zacząć odczuwać dolegliwości bólowe związane z długotrwałym trzymaniem na rękach kilkukilogramowego dzidziusia. Niektórzy rodzice decydują się na tzw. bujaczki. Osobiście nie jestem zwolenniczką takiej formy. Bynajmniej nie na dłuższą metę. Nie tylko dlatego, że dziecko ułożone w bujaczku znajduje się w wymuszonej (zgięciowej) pozycji i nie ma swobody ruchu. Nie jesteśmy w stanie tak ustawić bujaczka by dziecko było raz na brzuszku raz na pleckach. Jedyny wybór jaki mamy, to pozycja „półsiadu”. Sama nie chciałabym zbyt długo przebywać w takiej pozycji, a co dopiero niemowlę, które poznaje swoje ciało. Często niemowlęta ponieważ nie mają swobody ruchu, ustawiają się w bujaczku w asymetrycznej pozycji, co może przyczyniać się do powstawania asymetrii.

A co z młodszymi bobasami, czy noworodkami?

Jeśli niemowlę potrafi siedzieć, oczywistym wydaje się być zwykła huśtawka, w której posadzimy maluszka. Tutaj wybór mamy ogromny.

Jednak najlepiej sprawdzi się huśtawka duża, która umożliwi położenie dziecka w dowolnej pozycji- na pleckach, na brzuszku, czy w siadzie. Huśtawka, która będzie współgrać z ruchami ciała dziecka. Pytanie, czy taka huśtawka istnieje? Jak najbardziej tak i zamierzam przedstawić ją w kolejnym artykule. Śledźcie bloga, ponieważ oprócz ciekawych informacji mam dla Was miłą niespodziankę?

Dlaczego rodzice bardziej niż kiedyś koncentrują się na rozwoju ruchowym swojego dziecka i co zmieniło moje podejście w tym temacie?

Dzisiejszy post będzie mieszanką powszechnej wiedzy i moich osobistych przemyśleń. Artykuł na dłuższą chwilę. A więc kubek kawy w dłoń i miłej lektury…☕?

„Moje dziecko w tym wieku już się obracało!”,

„Nie powinna już siedzieć? Przecież ma 6 miesięcy!”,

„Jak to nie czworakuje???”,

„Ma rok i nie chodzi???”.

Co czuje matka słysząc takie słowa?

Myślę, że niejedna mama zmartwiła się, gdy usłyszała podobne słowa. Najczęściej padają z ust naszych mam, babć, sąsiadek, ale też niestety bliskich koleżanek. Oczywiście wierzę, że żadna z tych osób nie chce nikomu sprawić przykrości. Co więcej, wiele z tych osób ma naprawdę dobre intencje. Szkopuł w tym, że nie do końca właściwie te intencje zostają przekazane.

Nie na wszystko mamy wpływ

Każda mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Nie musi jednak być fizjoterapeutką, która rozwój ruchowy bobasa ma w małym paluszku by jej dziecko rozwijało się prawidłowo…Ba! Znam mnóstwo mam fizjoterapeutek, które rehabilitują swoje pociechy i nie ma w tym nic strasznego. Potwierdza to tylko fakt, że nie ma reguły co do nieprawidłowości w rozwoju. Każde dziecko rozwija się w swoim własnym indywidualnym tempie. U jednych dzieci pewne etapy rozwoju przychodzą wcześniej, u innych musimy trochę poczekać. Zależne jest to od wielu czynników.

Najgorsze co można usłyszeć, to: „Moje dziecko w tym wieku już…”. Nie zapominajmy, że każda matka widzi swoje dziecko nieco inaczej. Mówiąc inaczej, mam na myśli pewną tendencję do wyolbrzymiania i idealizowania osiągnięć swojego dziecka. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale śmiem twierdzić, że w większości.

Dziecko można a nawet trzeba stymulować, pomagać mu, wspierać go i motywować, ale nie poganiać, przyspieszać, czy wręcz wymuszać na nim osiąganie kolejnych etapów rozwoju.

Co zmieniło moje myślenie o 180 stopni?

Dla mnie dużą lekcją była praca z dziećmi z głęboką niepełnosprawnością. Dziećmi, które tak jak wszystkie zaczynają od zera, a których droga do osiągnięcia choćby najmniejszego sukcesu jest niemalże drogą przez mękę. Pamiętam, ćwiczenia z jedną dziewczynką z zespołem genetycznym. Byłam bardzo skupiona na swojej pracy, akurat wtedy pracowałyśmy nad kontrolą posturalną, obie skierowane w stronę lustra, gdy nagle usłyszałam głośny krzyk mamy obserwującej nas z boku „Pani Asiu!!! Widziała to Pani?!”. Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, co takiego mogło się wydarzyć. Fakt, że Ola od kilku chwil pięknie „trzymała pion”, ale nie sądziłam, że to jest powodem takiej ekscytacji mamy, przecież to nie pierwszy raz. Okazało się, że mama zauważyła, jak dziewczynka pięknie spojrzała w lustro, czego nigdy wcześniej nie robiła. Dla mamy był to ogromny sukces. Myślę, że wiele mam, popatrzyłoby na tą mamę z zaskoczeniem i pomyślałoby „co w tym takiego wielkiego, że popatrzyła w lustro”. Ale nie dla mamy Oli, dla niej jak i dla wielu rodziców dzieci niepełnosprawnych każdy nawet najmniejszy sukces jest wielkim osiągnięciem. I to jest piękne.

Chciałabym by mamy dzieci, które nie mają takich trudności widziały w swoich dzieciach potencjał w każdym czynie. By nie martwiły się nadmiernie, bo dziecko jeszcze nie siedzi, a ma 6 miesięcy, by nie porównywały swoich dzieci do innych, by cieszyły się każdym najmniejszym sukcesem i nie oczekiwały zbyt szybkich efektów tylko dlatego, że ktoś im powiedział, lub gdzieś wyczytały.

Czy rodzic może coś przeoczyć?

Myślę, że żaden rodzic nie ma złych intencji chcąc by jego dziecko rozwijało się ” w prawidłowym tempie” (jeśli takowe w ogóle istnieje). Nikt nie chce przeoczyć czegoś ważnego, czegoś co może mieć wpływ na dalszy rozwój dziecka, dlatego wielu rodziców woli dmuchać na zimne. To co ja mogę powiedzieć jako fizjoterapeuta, to to, że jeśli dziecko jest zdrowe, a jego ośrodkowy układ nerwowy funkcjonuje prawidłowo, to dziecko prędzej czy później osiągnie w rozwoju to co powinno i zapewne zrobi to w swoim czasie. Oczywiście istnieją pewne normy, ale one są płynne. Jak dla mnie to jedna z najmniej istotnych kwestii w w rozwoju, czym też chętnie się z Wami podzielę w jednym z artykułów.

Co więc może robić rodzic?

Podsumowując, pamiętajmy, że ważna jest gotowość dziecka (moje ulubione „daj dziecku czas”), a przyspieszanie na siłę do niczego dobrego nie prowadzi. Warto sobie uświadomić, że często to nie nasze dzieci, lecz my rodzice chcemy by wszystko szło sprawnie i szybko. Chcąc oczywiście dobrze dla naszego dziecka, myślimy poniekąd o własnych pragnieniach. To co możemy zrobić jako rodzice, to jak już wielokrotnie wspominałam wpierać dziecko, motywować i oczywiście obserwować. Pamiętajmy, że nasze dziecko jest badane przez pediatrę, który jako specjalista, powinien wychwycić nieprawidłowości i podjąć odpowiednie działania, np. skierować dziecko na rehabilitację jeśli widzi ku temu przesłanki. Jeśli nie ufamy naszemu lekarzowi, warto zastanowić się nad zmianą. Pamiętajmy, że każda z mam posiada też swój wewnętrzny radar zwany matczyną intuicją. Kiedy czujemy, że pali się pomarańczowa lampka i podejrzewamy, „że coś jest nie tak z rozwojem ruchowym” wybierzmy się do fizjoterapeuty by to sprawdzić.

Czego unikać?

Oczywiście czytania informacji z nieznanych źródeł (dr google), porównywania swojego dziecka do innych dzieci, przyspieszania na siłę kolejnych etapów rozwoju i w konsekwencji unikać stresu i frustracji spowodowanego niewystarczającymi osiągnięciami dziecka, bo niestety ale nasze stresy, to stresy dziecka. A nikt z nas nie lubi uczyć się nowych rzeczy w stresie 🙂 A więc take it easy and let your child develop!

Metkowiec- przytulanka i zabawka w jednym

ręcznie zrobiona zabawka

Dzieci uwielbiają różnego rodzaju przytulanki. Taka przytulanka nie tylko daje poczucie bezpieczeństwa ale też uspokaja, czasami ułatwia zasypianie, pozwala przezwyciężać lęk (np. przed nową nieznaną sytuacją czy wizytą u lekarza). Dla jednych dzieci będzie to miś, dla innych pieluszka tetrowa, a jeszcze inne najchętniej wtulają się w zwykły mięciutki kocyk.

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad idealną przytulanką dla dziecka, która jednocześnie spełniać będzie funkcję zabawki. Pomyślałam…
✅ Dobrze by była mała, tak by rodzic mógł ją wszędzie zabrać.
✅ Idealnie jeśli byłaby miła w dotyku, bo przecież to nie tylko przyjemne doznania dla dziecka, ale też stymulacja zmysłu dotyku. Cóż… obserwując maluchy doszłam do wniosku, że takim idealnym materiałem jest właśnie minky. Nie znam maluszka, który reagowałby awersyjnie na tej rodzaj materiału. Wręcz przeciwnie, często spotykam się z trudnościami w „oderwaniu” od dotykania mięciutkiego minky.
✅ Fajnie gdyby taka przytulanka-zabawka miała w sobie jakiś ciekawy element, coś co zachęci bobasa przy pierwszym kontakcie.

Cóż takiego uwielbiają dzieci? Co tak bardzo przyciąga ich uwagę?
Oczywiście metki ? Dlatego świetnie jeśli owa przytulanka-zabawka wyposażona jest w różnego rodzaju metki, czy sznureczki.

Dlaczego?
Nie tylko chodzi o stymulację dotykową, ale również koordynację oko-ręka i ćwiczenia małej motoryki. No tak, ale czegoś jeszcze brakuje mi do tego ideału, by powiedzieć, że to zabawka, która wspiera rozwój sensoryczny dziecka.
✅ Oczywiście niezbędne są walory wzrokowe (stymulacja zmysłu wzroku). I tutaj pierwsze co przyszło mi do głowy, to uwielbiane przez maluszki kontrasty. Czarno-białe wzorki, które przyciągają wzrok.
✅ Na końcu pomyślałam o tym, że dobrze by było gdyby tą idealną zabawkę można było wyprać.

Długo nie myśląc wyjęłam maszynę do szycia, materiały i uszyłam kilka metkowców, które przedstawiam na zdjęciach.

Do produkcji użyłam bawełnę i materiał minky oraz wstążki i metki. Wielkość to 20 x 20 cm.
Tak naprawdę nie potrzebujemy na to wiele materiału. Podobnie z naszą pracą- można uszyć to stosunkowo szybko i co najważniejsze- samodzielnie dobrać materiały (ich fakturę, kolor), wielkość czy kształt.
Dlatego polecam wszystkim mamom, które mają przede wszystkim czas, maszynę i chęci 🙂

Niestety, nie każdy może pozwolić sobie na taką kreatywność, dlatego w następnym artykule poświęconym zabawkom sensorycznym pokażę ciekawe produkty (nie tylko metkowce), które osobiście polecam i podpowiem gdzie można je znaleźć w dobrych cenach.

Tajemnicza propriocepcja. Czym właściwie jest?

czucie głębokie prioprocepcja

Bardzo często rodzice dzieci z zaburzeniami przetwarzania sensorycznego słyszą ” U Pani dziecka występują zaburzenia w zakresie przetwarzania wrażeń proprioceptywnych”. I tutaj zaczyna się burza w mózgu rodzica ” Ale jak to? Co to?”. Brzmi bardzo poważnie. Kiedy przyjrzymy się bliżej, najczęściej są to zaburzenia o charakterze podwrażliwości, ale zacznijmy od początku…

Jak dobrze wiemy, mamy 7 zmysłów, a wśród nich jeden z bardzo (jak dla mnie jeden z najważniejszych) zmysłów – propriocepcja. Nazwa dość skomplikowana, szczególnie dla tych, którzy słyszą ją po raz pierwszy. Jak każdy zmysł i ten zmysł ma swoje receptory, które mieszczą się na naszych mięśniach i stawach.

To ten zmysł informuje nas jak bardzo i jak szybko rozciągają się nasze mięśnie, jak szybko przemieszcza się nasze ciało w przestrzeni, z jaką siłą pracują nasze mięśnie.

Można powiedzieć, że propriocepcja to takie nasze wewnętrzne oko, które (bez kontroli wzroku) informuje nas o naszych ruchach oraz w jakiej pozycji znajdują się nasze ręce, nogi, głowa. W większości dzieje się to poza naszą świadomością. Na pewno zdarzyło się Wam kierować samochodem i w między czasie szukać w torebce klucza, czy telefonu, lub oglądać telewizję i zapinać jednocześnie guziki koszuli. ?

Dzięki sprawnie działającemu zmysłowi propriocepcji jesteś w stanie wejść po schodach nie patrząc pod nogi, związać włosy, czy zasunąć zamek błyskawiczny, który znajduje się z tyłu. Nie potrzebujesz do tego lustra, nie potrzebujesz kontroli wzroku, bo Twój zmysł propriocepcji robi swoje. ?

A co jeśli zmysł propriocepcji nie działa prawidłowo?

Jednym z objawów, które obserwujemy u dzieci z zaburzonym układem propriocepcji obniżone napięcie mięśniowe. Dziecko z niskim napięciem gorzej czuje swoje ciało i gorzej odczuwa jego pozycje, co często przekłada się na gorszą jakość wykonywanych ruchów. Czasami mówimy, że dziecko jest niezdarne, ciągle coś rozlewa lub tłucze, nie zauważa pewnych rzeczy czy innych osób. To co możemy zauważyć w szkolnej ławce, to podpieranie się przy pisaniu, zapadanie się w krzesełku, wręcz pokładanie. ?

U dzieci, które słabiej czują swoje ciało (mają słabsza propriocepcję) często zauważamy zachowania impulsywne, czasami wręcz agresywne (bynajmniej tak często odbiera je otoczenie). Dzieci takie uwielbiają ściskać nie tylko przedmioty, ale i inne osoby, mocno przytulają się do innych, lub wciskają w ciasne miejsca. Dziecko takie pragnie aktywności takich jak pchanie, ciągnięcie, skakanie z wyższych przedmiotów na podłogę. Zdarza się, że dzieci te są mistrzami w niszczeniu zabawek i przedmiotów. U starszych dzieci możemy obserwować zbyt mocny chwyt długopisu, u młodszych częste łamanie kredek, wgniatanie flamastrów. Często mamy wrażenie, że dziecku ze słabą propriocepcją ciężko usiedzieć na miejscu, zazwyczaj widzimy jak tupie nóżkami w podłogę, kopie w stół lub krzesło. Czasami zdarza się, że dziecko obgryza paznokcie, ssie kciuk lub podgryza elementy ubrania np. sznurki, lub długopis czy ołówek.

❗❗❗
Rzadko kiedy zaburzenia w funkcjonowaniu propriocepcji występują samodzielnie. Najczęściej towarzyszą im zaburzenia zmysłu dotykowego i przedsionkowego, co jeszcze bardziej dezorganizuje odbiór świata zewnętrznego. Te trzy układu ściśle ze sobą współpracują wpływając na świadomość ciała, kontrolę motoryczną, planowanie ruchu, ocenę ruchu, kontrolę posturalną i bezpieczeństwo emocjonalne.

Co czuje osoba z nieprawidłowo funkcjonującym układem propriocepcji?

Osobom z prawidłowo funkcjonującym zmysłem propriocepcji trudno sobie wyobrazić co czuje taka osoba. Dobrym przykładem będzie wyobrażenie sobie wykonanie zadania z nawlekaniem koralików na sznurek w grubych narciarskich rękawicach. Trudne prawda ❓❓❓

To co my jako dorośli możemy zrobić, to starać zrozumieć dziecko.
Zrozumieć to, że jego trudne czy impulsywne zachowanie nie wynika tylko z cech temperamentalnych, ale z pewnych uwarunkowań, powiedzmy sensorycznych.

Wyobraźmy sobie mózg, który jest nieco zdezorganizowany i potrzebuje uporządkowania. Taką funkcję pełni terapia integracji sensorycznej. Oczywiście wskazania do takiej terapii podejmuje terapeuta po wcześniej przeprowadzonej diagnozie.

W następnym artykule dowiecie się jak wspomagać dziecko z deficytem z obszarze zmysłu propriocepcji.

Obronność dotykowa

dziecko dotykające przedmiot

Zmysł dotyku ma wielki wpływ na fizyczne, psychiczne i emocjonalne zachowanie człowieka. Każdy człowiek już od urodzenia potrzebuje stałej stymulacji dotykowej, dzięki której jest zorganizowany i dobrze funkcjonuje.

Mówiąc o obronności dotykowej mamy na myśli pewną skłonność do negatywnych i emocjonalnych reakcji na bodźce dotykowe.

Takie reakcje ujawniają się tylko w określonych warunkach. Wielu z nas reaguje w sposób negatywny na różnego rodzaju nieprzyjemne bodźce dotykowe, np. gdy ktoś nas niespodziewanie dotknie, lub gdy czujemy, że po naszym ciele pełza robak. W przypadku osób z obronnością dotykową reakcje takie wywołuje znaczna liczba bodźców dotykowych. I bywa tak, że jedno dziecko nie zauważyłaby tego samego bodźca dotykowego, który u dziecka z obronnością dotykową sieje spustoszenie w ośrodkowym układzie nerwowym sprawiając, że reaguje w sposób zupełnie nieadekwatny do sytuacji (siły danego bodźca). To bardzo trudne dla dziecka, które tak naprawdę nie jest w pełni świadome tego co czuje, poza tym, że ktoś lub coś budzi w nim gniew lub sprawia mu przykrość.

Obronność dotykowa może przeszkadzać w tworzeniu się relacji rodzic-dziecko. Ponadto, dzieci takie często wycofują się z kontaktów z rówieśnikami, reagują silnie emocjonalnie na niektóre codzienne sytuacje lub przejawiają pewne trudności szkolne, w tym problemy z koncentracją lub są po prostu nadpobudliwe. Postrzegając większość wrażeń jako niekomfortowe, niepokojące czy przerażające, przesadnie reagują walką, ucieczką lub przerażeniem.

Jak sprawdzić czy dziecko przejawia cechy nadwrażliwości dotykowej ?

Lista możliwych sygnałów jest bardzo długa, nie sposób je wszystkie wymienić. Oto kilka przykładów zachowań, które mogą wskazywać na obronność dotykową:

  • unikanie dotykania pewnych rzeczy ze względu na ich fakturę
  • niechęć do mycia głowy, czesania lub obcinania włosów
  • unikanie smarowania twarzy i innych części ciała kremem
  • niechęć do obcinania paznokci
  • niechęć do mycia zębów
  • niechęć do brudzenia rąk (zabawy w plastelinie, malowanie palcami itp.)
  • unikanie chodzenia boso po piasku, trawie lub po nieznanym podłożu
  • unikanie przytulania, dotykania przez inne osoby
  • nadmierna wrażliwość na ból, drobne zranienia
  • nadmierna wrażliwość na metki w ubraniach
  • unikanie miejsc gdzie jest dużo ludzi, dzieci
  • nietolerancja określonych konsystencji potraw
  • problemy z koncentracją uwagi
  • nadmierna ruchliwość

Oczywiście występowanie pojedynczych objawów wcale nie musi świadczyć o obronności dotykowej. Aby stwierdzić czy u dziecka występują zaburzenia tego typu niezbędna jest diagnoza, która potwierdzi lub wykluczy obronność dotykową. Warto stymulować zmysł dotyku, obserwując dziecko i jego preferencje.

Pamiętajmy nic na siłę 🙂

Dlaczego dzieci wolą przedmioty, które nie są zabawkami?

przedmioty zamiast zabawek

Obecnie na rynku mamy szeroki wybór zabawek dla niemowląt. Począwszy od szeleszczących, grających, świecących, czy nawet naśladujących głos dziecka po zabawki, które same poruszają się i kręcą. Wybór jest tak duży jak duża jest ekspozycja na stymulację zmysłów dziecka. Oczywiście my jako rodzice chcemy zaspokoić (jak nam się wydaje) pragnienia dziecka i często wybieramy te najbardziej stymulujące. Po czym okazuje się, że nasze dziecko ma zupełnie inny gust, a to co jest w zasięgu jego największych zainteresowań to opakowanie z mokrymi chusteczkami lub zwykła butelka z wodą.

Czasami trudno nam zrozumieć skąd takie preferencje. Wydaje nam się, że skoro dzieci są tak ciekawe świata, to zaspokojeniem tej ciekawości powinna być kolorowa, grająca i świecąca zabawka, która ma wiele fajnych funkcji. Tymczasem jesteśmy w błędzie. Dlaczego tak jest? Dlaczego niemowlęta tak często zamiast pięknych i ciekawych zabawek wybierają np. artykuły gospodarstwa domowego?
Zastanawiałam się nad tym do momentu gdy zaczęłam analizować to zjawisko pod kątem integracji sensorycznej. Pisałam o rozwoju zmysłów w osobnym artykule.

Wiemy, że wrażenia zmysłowe dziecko odbiera już w łonie matki, a po narodzeniu doskonali tę umiejętność. Wraz z rozwojem zwiększa się wrażliwość zmysłowa i doskonali zdolność rozróżniania bodźców. Dziecko nie tylko zauważa bodźce, ale również potrafi dostrzegać różnice między nimi. A co ciekawsze, potrafi wspaniale selekcjonować te bodźce, które są dla niego atrakcyjne, a które nie.

Zauważyłam, że mózg dziecka jest niesamowity pod tym względem. Dziecko wie, co może być dla niego zbyt stymulujące i unika tego. Czasami nadmierna stymulacja ma odwrotny skutek. Powinniśmy obserwować dziecko i wpatrywać się w jego potrzeby sensoryczne. Cóż w tym dziwnego, że dziecko woli zwykła butelkę z wodą zamiast grającej, kolorowej kostki z milionem przycisków? Każde dziecko jest inne i oczywiście są dzieci, które chętniej skuszą się na kostkę, jeszcze dodatkowo mocno w nią uderzając, czyli dostarczając sobie dodatkowych bodźców (to temat rzeka na kolejny artykuł).

Wracając do butelki z wodą, która zazwyczaj jest w jednym kolorze, czasami wypełniona wodą, czasami pusta, ale daje frajdę i zaspokaja dziecięca ciekawość. Dzieje się tak dlatego, że „zabawki” tego typu stymulują jednocześnie maksymalnie 2-3 zmysły, ale nie jest to stymulacja nadmierna. Warto też pamiętać, że u każdego niemowlaka przychodzi moment, kiedy bardziej fascynuje go to, co jest mniej dostępne i to, co nie jest zabawką. Kiedy obserwuje tatę, który trzyma w ręku pilota, mamę która właśnie maluje policzki pędzelkiem, ciekawe kabelki wokół komputera, o komputerze już nie wspomnę wzrasta w nim dziecięca ciekawość i chęć poznania się z nowymi przedmiotami. A ile niemowląt, aż wzdryga na widok telefonu komórkowego? Pomysłowy rodzic chcąc dobrze biegnie do sklepu i kupuje zabawkowy telefon, pilot, ale… to już nie to samo. Nigdy nie cieszy tak jak prawdziwy sprzęt. Ach ta mądrość naszych maluchów. Nie łatwo czasami ich oszukać.

A czym uwielbiają się bawić Wasze dzieci?