Dzisiejszy post będzie mieszanką powszechnej wiedzy i moich osobistych przemyśleń. Artykuł na dłuższą chwilę. A więc kubek kawy w dłoń i miłej lektury…☕?
„Moje dziecko w tym wieku już się obracało!”,
„Nie powinna już siedzieć? Przecież ma 6 miesięcy!”,
„Jak to nie czworakuje???”,
„Ma rok i nie chodzi???”.
Co czuje matka słysząc takie słowa?
Myślę, że niejedna mama zmartwiła się, gdy usłyszała podobne słowa. Najczęściej padają z ust naszych mam, babć, sąsiadek, ale też niestety bliskich koleżanek. Oczywiście wierzę, że żadna z tych osób nie chce nikomu sprawić przykrości. Co więcej, wiele z tych osób ma naprawdę dobre intencje. Szkopuł w tym, że nie do końca właściwie te intencje zostają przekazane.
Nie na wszystko mamy wpływ
Każda
mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Nie musi jednak być
fizjoterapeutką, która rozwój ruchowy bobasa ma w małym paluszku by jej dziecko
rozwijało się prawidłowo…Ba! Znam mnóstwo mam fizjoterapeutek, które
rehabilitują swoje pociechy i nie ma w tym nic strasznego. Potwierdza to tylko
fakt, że nie ma reguły co do nieprawidłowości w rozwoju. Każde dziecko rozwija się w swoim własnym indywidualnym tempie. U
jednych dzieci pewne etapy rozwoju przychodzą wcześniej, u innych musimy trochę
poczekać. Zależne jest to od wielu czynników.
Najgorsze
co można usłyszeć, to: „Moje dziecko w tym wieku już…”. Nie
zapominajmy, że każda matka widzi swoje dziecko nieco inaczej. Mówiąc inaczej,
mam na myśli pewną tendencję do wyolbrzymiania i idealizowania osiągnięć
swojego dziecka. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale śmiem twierdzić, że w
większości.
Dziecko można a nawet trzeba stymulować, pomagać mu, wspierać go i motywować, ale nie poganiać, przyspieszać, czy wręcz wymuszać na nim osiąganie kolejnych etapów rozwoju.
Co zmieniło moje myślenie o 180
stopni?
Dla
mnie dużą lekcją była praca z dziećmi z głęboką niepełnosprawnością. Dziećmi,
które tak jak wszystkie zaczynają od zera, a których droga do osiągnięcia
choćby najmniejszego sukcesu jest niemalże drogą przez mękę. Pamiętam,
ćwiczenia z jedną dziewczynką z zespołem genetycznym. Byłam bardzo skupiona na
swojej pracy, akurat wtedy pracowałyśmy nad kontrolą posturalną, obie
skierowane w stronę lustra, gdy nagle usłyszałam głośny krzyk mamy obserwującej
nas z boku „Pani Asiu!!! Widziała to Pani?!”. Przez chwilę zaczęłam
się zastanawiać, co takiego mogło się wydarzyć. Fakt, że Ola od kilku chwil
pięknie „trzymała pion”, ale nie sądziłam, że to jest powodem takiej
ekscytacji mamy, przecież to nie pierwszy raz. Okazało się, że mama zauważyła,
jak dziewczynka pięknie spojrzała w lustro, czego nigdy wcześniej nie robiła.
Dla mamy był to ogromny sukces. Myślę, że wiele mam, popatrzyłoby na tą mamę z
zaskoczeniem i pomyślałoby „co w tym takiego wielkiego, że popatrzyła w
lustro”. Ale nie dla mamy Oli, dla niej jak i dla wielu rodziców dzieci
niepełnosprawnych każdy nawet najmniejszy sukces jest wielkim osiągnięciem. I
to jest piękne.
Chciałabym
by mamy dzieci, które nie mają takich trudności widziały w swoich dzieciach
potencjał w każdym czynie. By nie martwiły się nadmiernie, bo dziecko jeszcze
nie siedzi, a ma 6 miesięcy, by nie porównywały swoich dzieci do innych, by
cieszyły się każdym najmniejszym sukcesem i nie oczekiwały zbyt szybkich
efektów tylko dlatego, że ktoś im powiedział, lub gdzieś wyczytały.
Czy rodzic może coś przeoczyć?
Myślę,
że żaden rodzic nie ma złych intencji chcąc by jego dziecko rozwijało się
” w prawidłowym tempie” (jeśli takowe w ogóle istnieje). Nikt nie
chce przeoczyć czegoś ważnego, czegoś co może mieć wpływ na dalszy rozwój
dziecka, dlatego wielu rodziców woli dmuchać na zimne. To co ja mogę powiedzieć
jako fizjoterapeuta, to to, że jeśli dziecko jest zdrowe, a jego ośrodkowy
układ nerwowy funkcjonuje prawidłowo, to dziecko prędzej czy później osiągnie w
rozwoju to co powinno i zapewne zrobi to w swoim czasie. Oczywiście istnieją pewne
normy, ale one są płynne. Jak dla mnie to jedna z najmniej istotnych kwestii w
w rozwoju, czym też chętnie się z Wami podzielę w jednym z artykułów.
Co więc może robić rodzic?
Podsumowując,
pamiętajmy, że ważna jest gotowość dziecka (moje ulubione „daj dziecku
czas”), a przyspieszanie na siłę do niczego dobrego nie prowadzi. Warto
sobie uświadomić, że często to nie nasze dzieci, lecz my rodzice chcemy by
wszystko szło sprawnie i szybko. Chcąc oczywiście dobrze dla naszego dziecka,
myślimy poniekąd o własnych pragnieniach. To co możemy zrobić jako rodzice, to
jak już wielokrotnie wspominałam wpierać dziecko, motywować i oczywiście
obserwować. Pamiętajmy, że nasze dziecko jest badane przez pediatrę, który jako
specjalista, powinien wychwycić nieprawidłowości i podjąć odpowiednie
działania, np. skierować dziecko na rehabilitację jeśli widzi ku temu
przesłanki. Jeśli nie ufamy naszemu lekarzowi, warto zastanowić się nad zmianą.
Pamiętajmy, że każda z mam posiada też swój wewnętrzny radar zwany matczyną
intuicją. Kiedy czujemy, że pali się pomarańczowa lampka i podejrzewamy,
„że coś jest nie tak z rozwojem ruchowym” wybierzmy się do
fizjoterapeuty by to sprawdzić.
Czego unikać?
Oczywiście
czytania informacji z nieznanych źródeł (dr google), porównywania swojego
dziecka do innych dzieci, przyspieszania na siłę kolejnych etapów rozwoju i w
konsekwencji unikać stresu i frustracji spowodowanego niewystarczającymi
osiągnięciami dziecka, bo niestety ale nasze stresy, to stresy dziecka. A nikt
z nas nie lubi uczyć się nowych rzeczy w stresie 🙂 A więc take it easy and let your child develop!